International / Multilingual > Off-topic (polski)

Książka

<< < (4/4)

Nawma Tutan:
II rozdział. Comment please ;)

Sen

Kazimierz wyszedł z kamienicy prosto na zalany słońcem rynek. O tej porze przechadzało się wielu ludzi. Chłopak spojrzał jeszcze na okno mieszkania swego nauczyciela jednak nie zauważył Henryka. Odwrócił wzrok i poszedł w kierunku domu. Po drodze spotkał paru kolegów, jednak każdy, jak tylko go zauważył, odwracał wzrok i biegł w innym kierunku. Kazimierz nic z tego nie rozumiał. Był w szkole lubiany, ale zachowanie kolegów go zaniepokoiło. Możliwe, że to zwykłe żarty, ale może ma to związek z telefonem od matki i zmianą planów. Przyśpieszył więc i po kilku minutach wszedł do domu.
       Dom Kazimierza znajdował się trochę poza miastem, ale lubił długie spacery. Jego dom stał nad rzeką oraz był zbudowany z muru pruskiego. Miał dwa piętra razem ze stromym dachem. Ogród pełen był drzew, dzięki czemu nie widać było domu z ulicy.
       Po wejściu do domu Kazimierz odwiesił kurtkę na wieszak przy lustrze w przedpokoju. Zawsze kiedy przechodził obok tego lustra musiał patrzyć na odbicie. W klasie zyskał miano najprzystojniejszego chłopaka, choć on sam tak nie myśli. Był dość wysoki jak na swój wiek, szczupły. Miał brązowe oczy oraz orli nos. Włosy ma krótkie, czarne, przetykane jasnoczerwonymi pasemkami. Jego twarz zawsze wyrażała dużą pewność siebie. Był jednak nieśmiały, nie wdawał się zanadto w żadne awantury i sprzeczki w klasie i najbliższym otoczeniu.
       Po zdjęciu butów zaczął szukać matki. Z korytarza wszedł od razu do salonu. Był to duży, przestronny pokój. Pośrodku stał duży stół z kilkoma krzesłami. Naprzeciwko drzwi do przedpokoju znajdował się spory kominek. Na ścianie nad nim wisiała reprodukcja obrazu "Wróżenie z ręki" Caravaggia. Światło było dostarczane przez dwa, duże okna. Pod nimi znajdowała się długa kanapa. Naprzeciwko okien znajdowały się dwie duże, przeszklone szafy, a pomiędzy nimi półka z telewizorem. Jednak matki tu nie znalazł. Wyszedł z powrotem do korytarza i sprawdził kuchnię, łazienkę i sypialnię rodziców. Postanowił wejść na piętro i wszedł do gabinetu.
       Pomieszczenie to było spore, wypełnione atmosferą powagi. Na przeciwko drzwi znajdowało się duże okno z wejściem na balkon. Przed nim stało XVII-wieczne rzeźbione biurko, przy którym stał odsunięty XVI-wieczny fotel z rzeźbionymi nóżkami zaś przy ścianach po obu stronach biurka stały szafy z książkami i mapami. Kazimierz podszedł do okna i zobaczył matkę na balkonie. Opierała się o balustradę i patrzyła w kierunku rynku. Trzymała chusteczkę.
       Płakała…
       Matka Kazimierza, Jane, była z pochodzenia Angielką. Ojciec chłopaka poznał ją w Londynie w czasie urlopu. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ślub wzięli w Polsce, a Jane nauczyła się doskonale polskiego. Dzięki dwujęzycznym rodzicom, Kazimierz umiał świetnie mówić w tych dwóch językach. Jane była wysoką, chudą kobieta o ziemistej cerze. Jej włosy, czarne jak noc, były spięte w kok. Jej brązowe oczy rzucały władcze spojrzenie na każdego, kto tylko znalazł się w jej centrum uwagi. W rozmowie była nieustępliwa, zawsze starała się dojść do celu, bez względu na przeszkody. Wszyscy ją podziwiali.
       Teraz jednak była wyraźnie załamana. Ciągle wycierała swe oczy w chusteczkę, pociągając przy tym nosem. Bardzo rzadko zdarzało się, by płakała. Kazimierz podszedł do matki i objął ją ramieniem. Nie zareagowała.
        - Mamo, co się stało? Dlaczego płaczesz? – Spytał się chłopak
        - Twój ojciec… Wjechali w zasadzkę. Nikt nie przeżył…
        Kazimierz zbladł. Jego ojciec, Ireneusz, był pułkownikiem wysłanym do Afganistanu. Miał wrócić w tym roku i przejść na emeryturę. Nie był wysyłany na duża ilość misji, głównie siedział w bazie. Ta miała być ostatnią w karierze, jednak okazała się ostatnią w życiu. Kazimierz nagle poczuł, jak zamyka się pewien rozdział jego życia. Poczuł, że stracił bliską osobę, bardzo bliską. Nie wiedział co robić; płakać, czy może zachować spokój. Jane nadal patrzyła na panoramę miasta, cierpiąc w ciszy. Nawet ptaki przestały śpiewać, jakby nie chciały przerywać tej tragicznej ciszy. Po kilku minutach Kazimierz zostawił matkę samą na balkonie, zaś sam poszedł do swego pokoju, które był małym pomieszczeniem z łóżkiem, biurkiem i trzema regałami pełnymi książek. Chłopak usiadł na pościeli i patrzył się nieobecnym wzrokiem w ścianę, na której wisiało zdjęcie jego, ojca i matki na Kasprowym Wierchu. Lubili w całości wyjeżdżać w góry i to nie tylko polskie, ale również Alpy i Karpaty.
        Siedział tak i wspominał ojca, aż do wieczora, kiedy matka zawołała go na kolację. Przy stole była tylko Jane i Kazimierz, ale, zgodnie z rodzinną tradycją, przygotowane było miejsce i zastawa na osobę, która nigdy nie zasiądzie. Jedli w ciszy, aż Jane podniosła oczy znad talerza i powiedziała:
        - Zamówiłam na jutro mszę żałobną u franciszkanów. Czy…
        - Tak - Odpowiedział Kazimierz. Jego matka nie była pewna niektórych zwyczajów polskich.
        Jane zamilkła, żeby po chwili zmienić temat rozmowy:
        - Czy twój nauczyciel ma jakieś plany na wakacje?
        - Tak, wyjeżdża do Gdańska aż do końca sierpnia. Kazał mi jednak napisać krótki utwór.
        - No to będziesz miał co robić w wakacje. Bym zapomniała… Dostałam list, w którym napisane było, że zostałeś wybrany spośród wszystkich uczniów z Polski i pojedziesz razem z trójką innych uczniów, z innych krajów, na wycieczkę… do Egiptu!
        Kazimierz przestał jeść i wlepił oczy w matkę, która próbowała się uśmiechać. Do Egiptu… Zawsze chciał tam pojechać. Ojciec kiedyś mu obiecał, że jak będzie na emeryturze, to pojadą razem do Afryki, jednak jego niespodziewana śmierć pozornie zniweczyła te plany, ale teraz jednak pojedzie… ale bez matki. Jane nadal próbowała się uśmiechać, aż w końcu przestała i powiedziała:
        - Masz być na lotnisku w Wrocławiu szóstego lipca o godzinie 14.25. Wylądujecie w Kairze i przez pewien czas będziecie tam nocować. Później popłyniecie na barce po Nilu do Heliopolis, tam będziecie nocować przez pewien czas i potem wrócicie do Kiru i wracacie do domu.
Chłopak słuchał matkę i zastanawiał się, dlaczego spośród tylu osób w kraju wybrany został... on. Ciekawiło go też, z kim pojedzie, jacy to ludzie.
Obydwoje skończyli kolację i Kazimierz poszedł do swego pokoju, by się położyć. Kiedy zasypiał, słyszał matkę rozmawiającą przez telefon. Potem zasnął.

Przy furtce pod domem pojawił się tajemniczy mężczyzna w płaszczu z laską. Otworzył bramkę za pomocą wytrycha i wszedł na ścieżkę. Spojrzał na okno od pokoju Kazimierza i zniknął, a na jego miejscu pojawił się szczur. Wszedł po bluszczu do okna i lekko je popchnął, otwierając je. Stworzenie zeskoczyło z parapetu i znowu pojawił się mężczyzna z laską. Stanął nad Kazimierzem i dotknął lekko gałką swej laski czoło chłopaka. Zaczął coś szeptać, a laska zaczęła świecić jasno. Po chwili podniósł laskę nad siebie i przeciął nią powietrze. Pojawiła się wtedy podobna laska, ale z orłem w gałce. Mężczyzna złapał ją i położył przy łóżku. Potem zniknął, a przez okno wyszedł szczur.
Przed domem w międzyczasie pojawiła się przysadzista kobieta w przewiewnej, przezroczystej sukni z laską na której siedziała mała jaskółka jako gałka. Czekała na kogoś, gdy nagle zobaczyła lekkie światło z otwartego okna. Uśmiechnęła się i powiedziała sama do siebie:
- Ostatni został wybrany, czwórka wybrana.
Potem zobaczyła szczura przechodzącego przed nią, który zatrzymał się i zmienił się w mężczyznę. Stanął przed kobietą, która dalej się uśmiechała. Po chwili powiedział:
- Co tu robisz zdrajczyni? Tak wiem o twej zdradzie. Sprzedałaś się Im...
- Oferta była kusząca, a zresztą dlaczego by nie urzeczywistnić ich idei pozbycia się zjawisk nadnaturalnych? - odpowiedziała kobieta z silnym rosyjskim akcentem - Dla ciebie też jest miejsce. Dołącz do mnie... - Tu wyciągnęła do niego dłoń
- Na nic się już ci nie zdam. Skończyłem swą misję. Reszta należy do Nich.
- Do staruszka który nie potrafi latać jako orzeł i tego szczupaka, który zwie się kobietą? - Tu kobieta zaśmiała się szyderczo - Rzeczywiście, na nic mi się nie przydasz
Kończąc te słowa, wyciągnęła z wysokich kozaków pistolet i wystrzeliła do mężczyzny. Jego oczy rozszerzyły się, ale zdążył jeszcze uśmiechnąć się i powiedzieć:
- Już koniec... Nie... powstrzymasz... ich... misji... Saszo.
Wtedy mężczyzna zaczął ciemnieć i rozsypał się w proch, tak jak jego laska. Kobieta schowała pistolet i spojrzała na to, co kilka chwil temu było człowiekiem
-Z prochu jesteś i w proch się obrócisz - Po tych słowach podniosła laskę i zmieniła się w jaskółkę, która odleciała w sobie tylko znanym kierunku

rodrygo:
hej,

podobno ukazała się książka dra Frommera, looking at languages

czy ktos może ma namiary jak ją dostać?

 :-\

Eltusiyu:
Można ją kupić na amazonie bądź ebayu zarówno angielskim jak i amerykańskim :)
Niestety cena pólkowa dla mnie zaporowa. W Uk u mnie w księgarni wołają za nią 60 funtów Oo czyli 300zł.
(Tak mieszkam w anglii) ;)

rodrygo:
coż, trochę drogo...
może mi rodzina z Anglii zafunduje na mikołaja  8)

apropos, jakos pusto się robi w kraju nad Wisłą  :-\

Navigation

[0] Message Index

[*] Previous page

Go to full version