International / Multilingual > Role Playing

Role Play - karty postaci.

<< < (2/6) > >>

Kxamìl:
Imię: Pxen'tìl
Płeć: mężczyzna
Wiek: 16
Rasa: Na'vi

Wygląd: Jak na wiek to wzrostem dorównuje starszym Na'vi. Oczy ma kolory lekko żółtawego. Od zwykłych Na'vi wyróżnia się przykrótkim warkoczem oraz świetną gibkością ciała co przydaje się przy wspinaczkach oraz w unikaniu niebezpieczeństw. Oprócz tego ma złamany ogon (ucieczka przed Thanatorem) oraz jest cały w bliznach co przydarzyło mu się w czasie 4 letniej tułaczki.

Osobowość: Przed śmiercią rodziców był chłopcem otwartym, miłym, chętnym do zabaw i nauki. Jednak śmierć tak nim wstrząsnęła, że odciął się od świata i plemienia. Jednak dzięki pomocy Ney'tiri, Sylwanin, Tsu'teya, Pakx'Tiego oraz Txon'ite zaczął znowy ufać i zaprzyjaźniać się. Jednak zmienił się całkowicie gdy zniknął z plemienia Omatikaya.

Historia: Za młodości miał dwoje kochanych rodziców ale w wieku 6 lat stracił ich oboje gdy robili przelot na Ikranach nad wodami Pandory. Na początku nie wierzył ale z biegiem czasu pogodził się ze śmiercią rodziców. Jedna rzecz nie pozwalała mu zasnąć, a mianowicie jak zginęli jego rodzice. Odpowiedź na to pytanie przyszła tak nagle jak się skończyła, a dowiedział sie o tym od Sylwanin. Na początku był zły na nią i na cały klan, że po pięciu latach od śmierci rodziców dopiero mu o tym mówi. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że plemię mu o tym nie mówiło ponieważ uważało, że jest za młody i nie zniesie tych informacji psychicznie. Jednak po pewnym czasie i złość minęła, a przyjaźń z Ney'tiri, Sylwanin, Tsu'teyem, Pakx'Tim oraz Txon'ite na nowo wróciła.
Od śmierci jego rodziców był pod opieką Mo'at. Przez ten czas uczęszczał do szkoły dr. Augustine ale wszystko przepadło gdy po pięciu latach zniknął z plemienia Omatikaya. Odszedł od niego, gdyż czuł wstręt do nich jak i do siebie samego. Przyczyniła się do tego również świadomość, że nikt nie miał odwagi powiedzieć mu prawdy względem rodziców. Jednak coś go ruszyło by wrócić po czterech latach.
W czasie 4 letniej wędrówki uciekał przed plemieniem Omatikaya jak i samym sobą. Oprócz tego musiał sam uczyć się polowania, ujeżdżania Direhorse oraz unikania niebezpieczeństw. W czasie wędrówki spotkał również żołnierzy RDA jak i samego Quaricha. Niestety nic dobrego z tego nie wyszło. Dzięki tej 4 letniej wędrówce poznał co jest mu dane i naprawdę potrafi.

Post próbny: Była właśnie noc. Wszyscy w plemieniu szli już spać, gdy nagle zaczepiła go Sylwanin.

- Kaltxì Pxen'tìl.
- Kaltxì. Co chcesz. - odpowiedział Pxen'tìl
- Chciałam ci o czyms ważnym powiedzieć, dotyczącym twoich rodziców.
- Sylwanin ale ja nie chcę już do tego wracać. Pogodziłem się z tym i nie chcę wiedzieć.
- Ale ja wiem jak zginęli twoi rodzice. - Pxen'tìl słysząc to nie wiedział co powiedzieć, Sylwanin kontynuowała.
- Tego dnia leciałam  nad wodami Pandory i zobaczyliśmy Toruka jak atakuje dwójkę Na'vi. Chciałam pomóc ale było już za późno. Złapał ich w swoje łapy i rozszarpał na pół. Wybacz, że dopiero teraz ci to mówię.

Chciała go objąć aby jej wybaczył ale on ją odepchnął mówiąc:

- Zostaw mnie w spokoju. I nie chcę ciebie już nigdy więcej widzieć na oczy.

Po tych słowach poszedł do siebie. Jednak w głębi duszy czuł pustkę, a zarazem gniew do wszystkich. Przez kilka godzin nie mógł zasnąć, a kilka chwil przed świtem uciekł. Bez słowa zniknął, aż do teraz...

ZATWIERDZONA

Na'rìngyä vrrtep:

Imię: Mat Baker

Gatunek: Człowiek

Organizacja: RDA (członek programu Avatar)

Płeć: Mężczyzna

Wiek: 27 +cryo sleep

Wygląd: Bardzo dobrze zbudowany, o inteligentnym wyrazie twarzy. Jest wysoki, ma rude włosy i niebieskie oczy. Na pierwszy rzut oka, wygląda jak przeciętny żołnierz - posiada paskudną bliznę na prawej ręce - wynik walki (na Ziemi z AMP, podczas konfliktu Południowo-Amerykańskiego). Jego świeżutki avatar, nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Osobowość: Mat jest bardzo przyjemny w obyciu i koleżeński. Mimo że jest typem samotnika, zawsze pomaga swoim przyjaciołom. Jest to również jego wadą - łatwowierność, zbytnie zaufanie do innych. Jest bardzo pozytywnie nastawiony do Na'vi. Jego inteligencja i błyskotliwość, często zdumiewa rozmówców.

Historia: Mat urodził się w USA, w małym miasteczku niedaleko Chicago. Zaraz po ukończeniu szkoły średniej, mimo dobrych wyników, wstąpił do wojska - tam służył przez kilka lat, karierę kończąc na sławnym konflikcie Południowo-Amerykańskim. Mat podjął kilka fatalnych w skutkach decyzji i właściwie jest szczęściarzem, że nie trafił pod sąd wojenny. Został za to wydalony z armii. Pierwsze co zrobił po zamknięciu swojej kariery wojskowej, to ukończył kurs pilotów- przy czym ma kwalifikacje by używać całego pandoriańskiego sprzętu latającego. Następnie dostał się na uniwersytet, gdzie studiował geologię. Jednak jego zainteresowania były szersze - jednocześnie kształcił się w dziedzinie chemii, fizyki i biologi. Studiów nie ukończył. Była to jego decyzja.

RDA dostrzegło go bardzo przypadkowo. Kilku ważnych ludzi przypatrzyło się dotychczasowym losom Mata. Został zaproszony na test kwalifikacyjny. Jako że RDA nie miało chwilowo żadnych nowych kandydatów do programu "Avatar" - zaangażowali oni Mata. Nie czekając, wysłali go natychmiast na Pandorę . Jednak by uzupełnić pewne jego braki, jego cryo-sen został skrócony o 1,5 roku - jednocześnie pełniąc funkcję członka załogi i ucząc się.  Mat opanował język Na"vi i ich zwyczaje. Po przybyciu na Pandorę, ma odebrać rozkazy odnośnie swojego zadania, bez pośrednio od przedstawiciela RDA - Selfridga. Jednocześnie podlega on tylko i wyłącznie rozkazom Parkera.

---94//*86---- zapis 17539
Bitwa pod wzgórzem 15 - była ostatnią bitwą w tej wojnie - w konflikcie Południowo-Amerykańskim. Kiedy to Liga Państw Południa, zaatakowała USA. Z raportów wynika, że Mat Baker dopuścił się niesubordynacji, a był oskarżany nawet o zdradę. ostatecznie zarzut oddalono.  raport jednego z naszych ludzi (profil utajniony) zaprzeczył twemu ostatniemu.
*odtworzenie raportu 5830*
-...Mat dosłownie rzucił się pod AMP - starał się go zatrzymać, jednak w wyniku tego został ranny. Rozkaz ostrzelania tej wioski na chwilę obecną został wymazany ze wszelkich źródeł - dlatego potraktowaliśmy Bakera łagodnie, zwykła niesubordynacja. Ale tak prywatnie, to ja i koledzy Mata, uważamy go za bohatera, mimo rany, udało mu się zniszczyć AMP - nie zabijając przy tym sgt. Billa Teggelsa. Gdyby nie to, zginęło by wiele niewinnych ludzi...
-------------------
Mat Baker został wyrzucony z armii.

nagranie z rozmowy kwalifikacyjnej.
obiekt: Mat Baker (8)
-...wie pan co to jest "avatar"?
-Tak, przeczytałem na ten temat kilka ciekawych artykułów -odparł Mat- z tego co jednak wiem, avtary wykorzystywane są tylko przez naukowców.
-tak, ale na nasz koszt.
-Ale ja nie jestem naukowcem...
-Tak, wiemy. Czy sądzi pan, że czegoś o panu jeszcze nie wiemy? Nie wydaje mi się. Do programu "Avatar" potrzebujemy nowych ludzi - z różnorodnymi umiejętnościami, jak pan.
-Trening trwa 3 lata -zdziwił się Mat
-My dajemy panu 500 dni, zajmie się pan tym podczas lotu na Pandorę. Panie Mat, potrzebuje pan tylko podstaw.
-Zgadzam się
-Na tym etapie i tak nie ma pan wyboru, avatar już jest w fazie "produkcji". Teraz proszę się udać do naszego genetyka. Żegnam.
---koniec przekazu---

Mat Baker spędził na Pandorze już kilka tygodni, ze względu na małe problemy techniczne, musiał czekać na swojego avatara nieco dłużej. Od tego czasu, znacznie polepszyły się jego stosunki z miejscowymi żołnierzami RDA, jest też wysoko ceniony przez prezesa Selfridga.

ZATWIERDZONA[/spoiler]




Terìran Tawka:
Imię: Brown Blackwood
Płeć: mężczyzna
Wiek: 38 + cryo

Wygląd: Browna ciężko było by zauważyć na ulicy – jest nikczemnego wzrostu (170cm) i wątłej postury. Jego twarz jest chuda, lecz bardzo przyjazna, a z jego brązowych oczu bije mądrość i spokój, co ciekawie komponuje się z jego niezdrowo jasną cerą. Przy dłuższej obserwacji można łatwo dostrzec że Brown porusza się szybko i sprawnie, czasem tylko nieruchomieje aby rozejrzeć się podejrzliwie. Najbardziej jednak na ocenę obserwatora wpływa stan badań Browna – gdy wiedzie mu się dobrze, wygląda na zrelaksowanego i często się uśmiecha, jednak gdy utknie w martwym punkcie, chodzi zaniedbany i nieogolony, jest drażliwy a w jego oczach widać ogień.


Osobowość: Mr. Blackwood jest z reguły osobą spokojną i zrównoważoną. Cały swój czas poświęca na badania, gdyż wierzy że są one ważne dla przyszłości Ziemii i ludzi, i to właśnie one najczęściej wpływają na jego samopoczucie – gdy mu się nie wiedzie bywa impulsywny, jednak mało komu to przeszkadza, gdyż zazwyczaj spędza on wtedy jeszcze więcej czasu w laboratorium.

Mimo że łatwowierny Brown nie jest, jest przekonany o słuszności misji na Pandorze. Rozumie jak ważne dla ludzkości jest unobtanium i jak miejscowa flora może poprawić sytuację na Ziemi. Wprawdzie nie podoba mu się kilka rzeczy w RDA, wierzy że korporacja wie co robi i stara się temu podporządkować.

Poza swoją pracą, Brown posiada dwie wielkie pasje: muzykę poważną i Na’vi. O ile tą pierwszą łatwo zaspokajają całkiem niezłe zestawy odtwarzające w jego pokoju i laboratorium, wiedzę o tubylcach musi wyciągać od operatorów avatarów, oraz pożyczonych od nich wideologów i raportów. Dzięki temu zna on całkiem nieźle język i wie sporo o życiu Na’vi, jednak słabo zna ich zwyczaje.

Krótka historia: Brown pochodzi z Warwick w stanie Rhode Island. Jest jedynym dzieckiem średnio bogatej pary urzędniczki i nauczyciela. W dzieciństwie był po prostu zwykłym chłopakiem, lecz w szkole średniej jego zdolności przykuły uwagę nauczycieli, którzy zachęcili go do nauk ścisłych. Zachęcili go na tyle skutecznie, że dostał stypendium na MIT (Massachusetts Institute of Technology), gdzie rozpoczął studia na kierunkach biotechnologii i chemii. Gdy kończył studia podstawowe, zainteresowało się nim RDA, proponując mu stypendium doktoranckie i gwarancję pracy. W wieku 27 lat miał już tytuł doktora (PhD) w biotechnologii i mistrza (MS) w chemii fizycznej.

Wtedy RDA przypomniało sobie o nim. Zwerbowano go w roku 2134 wraz z wieloma innymi naukowcami, gdy korporacja dostrzegła, że prócz unobtanium zyski można wyciągnąć też z flory i fauny. Brown wraz ze swoją koleżanką z MIT – Sally Stratford mieli dołączyć do słynnego bioinżyniera – Johna Oznella, jednego z pierwszych naukowców na Pandorze, w badaniu nad przydatnością występujących na niej roślin dla korporacji. Niestety, po przylocie okazało się że profesor Oznell nie żyje, a nowo przybyli naukowcy muszą zorganizować swą pracę niemal bez pomocy administracji koloni.

Brown jest na Pandorze już dziesięć lat. Kieruje własnym laboratorium, podległym bezpośrednio dr. Augustine i Selfridge’owi. Wraz z Sally z którą nadal pracuje, zajmuje się już od kilku lat badaniami nad tutejszymi grzybami i ich możliwym wpływem na ziemski ekosystem. Nie idzie mu łatwo – grzyby nie są priorytetem RDA i prośby o nowy sprzęt odbijają się od administracji jak groch od ściany. Warunki panujące na Pandorze również Brownowi nie pomagają.  Przebywanie poza barakami bazy, które posiadają kontrolowaną atmosferę, sprawia mu spore trudności – gęstsza atmosfera wraz ze zmiennym ciśnieniem atmosferycznym sprawiają że podczas badań terenowych Brown cierpi na dolegliwe bóle głowy, miewa też problemy z orientacją.

Mimo tego, badania toczą się naprzód i od kilku lat przynoszą rezultaty na tyle ciekawe, że po długich staraniach Brown dostał zgodę na wzięcie udziału w programie AVATAR, a jego nowe ciało ma przybyć kolejnym transportem.

Badania: Brown wraz ze swoją współpracowniczką odkryli że niektóre gatunki Pandoriańskich roślin i grzybów mają zdumiewającą wręcz zdolność absorbowania metali ciężkich i pierwiastków radioaktywnych. Badania mają na celu przystosowanie tych gatunków do warunków ziemskich przy zachowaniu ich właściwości. Ważną kwestią jest też przewidzenie ich możliwego wpływu na ekosystem ziemski i prawdopodobieństwa mutacji.


Post próbny:
Po pstryknięciu włącznikiem urządzenia, twarz Browna pojawiła się na ekranie obok. Zerknął on przelotnie na ekran, głęboko odetchnął i poprawiając się na krześle, zaczął dyktować:

- Wideolog sześćset czterdzieści osiem, godzina szesnasta czterdzieści osie, zero trzeci, zero ósmy dwa tysiące sto trzydziesty czwarty. Mimo wielokrotnych prób stymulacji elektrochemicznej, nadal nie potrafimy symulować naturalnych sygnałów wysyłanych przez otoczenie grzyba w naturalnym środowisku. Laboratoryjny okaz Fungimonium giganteum do tej pory nie osiągnął ćwierci naturalnych rozmiarów, a jego zdolności absorpcyjne nie przekraczają piętnastu procent normy dla obiektów badanych w naturze.

Drzwi za Brownem otwierają się z trzaskiem i do laboratorium wbiega jego asystentka – Sally. Jest ona niską kobietą po trzydziestce o wyróżniającym się, ciemniejszym kolorze skóry. Wygląda na wesołą, z uśmiechem podchodzi do Browna, który nawet nie zainteresował się trzaskiem.
-Mogłabyś wchodzić ciszej, gadam do dziennika. – powiedział z wyrzutem Brown. Nie zrażona tym kobieta, staje za nim, i spoglądając w monitor podglądu wideologu odpowiada swym melodyjnym głosem.
-Mam wiadomość od Grace, nie chcesz posłuchać?
-Wiem o poczcie z Ziemi, widziałem się rano z doktor Augustine.– W głosie Browna akcentującym tytuł swojej przełożonej, słychać zmęczenie i złość. - Mógłbym teraz skończyć wpis?
-Wiesz o swojej poczcie, nie o poczcie doktor Augustine – w ostatnich dwóch słowach Sally przedrzeźniła głos Browna. – Nie interesują cię wiadomości o programie avatar?
Brown wzdycha i obraca się w kierunku swej asystentki.
-Owszem, interesują. Ale nie jest to na tyle ważne żeby przeszkadzać mi w pracy, nie sądzisz? – Wyjaśnił doktor ze spokojem. Nie był to pierwszy raz gdy Sally dręczyła go w nieodpowiednim momencie. Już miał odwrócić się w kierunku wideologu, jednak dostrzegł szeroki uśmiech współpracowniczki. – Co w tym śmiesznego?
Sally cofnęła się o krok i po chwili przez którą opanowywała śmiech odpowiadziała.
-Dostałeś zgodę na przystąpienie do programu avatar. Twoje DNA przeszło testy i właśnie wkładają twoje nowe ciało na statek kosmiczny...

ZATWIERDZONA

Unicorn:


Imię i Nazwisko: Grace Augustine

Tytuł naukowy: Doktor

Płeć: Kobieta

Wiek: 50

Wygląd:

Wysoka jak na kobietę - metr 80. Szczupła, niektórzy wręcz twierdzą, że koścista. Nie dba za bardzo o swój wygląd, ma już swoje lata  a poza tym... jest naukowcem, czyli kimś kto z zasady bardziej zajmuje się swoimi badaniami niż sobą. Nosi długie zazwyczaj rozpuszczone rude falowane włosy... Jej ciemne piwne oczy wydają się bardzo przenikliwe. Ma bardzo zmęczoną twarz naznaczoną siatką licznych zmarszczek. Ręce również ma zniszczone w równym stopniu od pracy w laboratorium jak i od papierosów, które nagminnie pali.
 

Osobowość

Grace nie jest osobą miłą. Przy pierwszym spotkaniu jest wręcz oschła i nie przyjemna. Ważniejsze dla niej jest dobro nauki niż ona sama i inni ludzie. Większość ludzi określają ją jako zimną i wyobcowaną. Dopiero przy bliższym poznaniu zyskuję w ich oczach. Niestety przez warstwę opryskliwości i zimna pozwala przebić się tylko nielicznym. Z tymi nielicznymi osobami dzieli specjalny kontakt.
Poświęca się za każdym razem, jeżeli jest przekonana, że dobrze robi.
Jest władcza. Nie lubi dyskusji. Jeżeli już zostaje jej powierzone jakieś zadanie lub projekt to właśnie ONA ma rządzić. Nikt, ale to absolutnie nikt inny!
Nerwowa... Ale i cierpliwa w stosunku do ludzi, których czegoś uczy.



Krótka historia

Grace Augustine urodziła się w zwyczajnym domu na przedmieściach Waszyngtonu. Jej matka była nauczycielką angielskiego w publicznej szkole a ojciec prowadził karierę naukową. To właśnie on zaszczepił u młodej dziewczynki miłość do wszelkiej nauki... zabierał ją ze sobą często do pracy i pokazywał z zafascynowaniem wyniki badań... tłumaczył różne ciekawe rzeczy. Dla dziecka w wieku 10 lat był to świat zachwycający, pełen niezwykłej magii. Nic też dziwnego, że była w szkole najlepsza z biologii i chemii, a wkrótce potem zapragnęła studiować w tych kierunkach. Była wybitną uczennicą i studentką, co napawało ojca dumą, który sam większych rezultatów w swoich badaniach niestety się nie dorobił. Grace była jego nadzieją na niespełnione ambicje. Matka z drugiej strony pociągnęła córeczkę w świat językoznawstwa, który pomimo że mniej fascynujący w oczach Grace też wywarł na nią duży wpływ. Grace twierdzi, że język i biologia są podobnymi dziedzinami... o podobnych zasadach, żeby je wykorzystać i stosować w praktyce trzeba je poznać.
Na studiach Grace zainteresowała się astronomią... Usłyszała o Pandorze.. .Oczywiście wszyscy na Ziemi wiedzieli o Pandorze, ale słyszeli jedynie o wspaniałych wydobyciach i zdawkowe informacje o tubylczej ludności, zwanej Na'vi. Grace zainteresowały informacje przychodzące stamtąd. I wpadła na genialny pomysł stworzenia programu naukowego na Pandorze. Badania biologiczne i chemiczne były tam prowadzone już od dawna, ale ona chciała zająć się nie tylko biologią, ale również tym fascynującym ludem Na'vi.
Długo dyskutowała na ten temat z rodzicami... którzy mimo wszystko nie byli przychylni jej pomysłom. Musieli by stracić kochaną córkę. Ale Grace będąc sobą postawiła na swoim i zaczęła rozmowy z RDA na temat swojego autorskiego programu zwanego "Avatar".
Zaczęła prowadzić badania i w między czasie ukończyła studia.
7 lat po uzyskaniu tytułu doktora Grace doszła do punktu, w którym program Avatar miał wystartować na Pandorze. Po setkach godzin pracy i dopracowywaniu pomysłów... sprawdzania teorii i uzyskania wyników. 
Prawie 6 lat później wylądowała na Pandorze i rozpoczęła wcielenie programu. Od samego początku nie żyła na dobrej stopie z wojskowymi i górnikami. Jej badania zawsze były dla niej ważniejsze.
Nawiązała kontakt z Na'vi i wkrótce nieufni z początku zaczęli powoli się do niej przekonywać gdy zaczęła niemal z miejsca odkrywać tajniki lingwistyczne ich wspaniałego języka.
Grace opracowała kilkanaście książek na temat fauny i flory Pandory zafascynowana tym światem, oraz ustanowiła na stałe program Avatar jako jeden z najważniejszych projektów naukowych nie tylko na Pandorze, ale i na Ziemi. Uczy się wytrwale od Na'vi ich kultury, języka i ich biologii.
Dba o kontakty z Na'vi... tak by nie atakowali górników i wojska, co staję się ostatnimi czasy coraz trudniejsze.
Otworzyła szkółkę dla dzieci z klanu Omaticaya, z którym utrzymuje dobre kontakty. Cieszy się szacunkiem wśród Na'vi. Niestety nie może tego samego powiedzieć o ludziach w bazie, zwłaszcza o wojskowych, którzy uważają ją za wariatkę.
Jest na Pandorze już bardzo długo.. chociaż sama już straciła rachubę czasu...Nie jest to dla niej najważniejsze.
Przestała interesować się tym co się dzieje na jej rodzinnej planecie... Jedyna wiadomość jaką się przejęła to wiadomość o chorobie jej ojca, rok później o jego śmierci i kilka lat później jej matki. Miała nawet zamiar wrócić na Ziemię, gdy dowiedziała się, że ojciec jest bardzo chory, ale matka stanowczo jej to odradziła, a wręcz zabroniła... Grace trochę żałuję tej decyzji, ale nic już na to nie może poradzić.


Post próbny:

Grace siedziała u siebie w pokoju z nieodłącznym papierosem w ręku, którą podpierała ociężałą głowę. Była zmęczona... Wokół niej walały się różnego typu zapiski. Niektóre leżały w nieznacznym porządku na biurku, inne zasłaniały całe łózko, jeszcze inne leżały na podłodze, niektóre zgniecione lub podarte. W pokoju panowała absolutna cisza. Na ekranie przed Grace, w który patrzyła niemal bez żadnego zainteresowania wyświetlały się wyliczenia, obok nich zdjęcia i kartoteki ludzi, którzy kandydowali do projektu Avatar. Doktor czuła, że zajmowała się tysiącem rzeczy, ale żadnej nie mogła doprowadzić do końca. Miała dzisiaj wybrać odpowiednich ludzi do projektu, którzy mieli by tu trafić z ziemi za niemal 6 lat... Potem zajmowała się zawiłą gramatyką języka Na'vi, by skończyć na wyliczeniach procesów chemicznych zachodzących w nowym gatunku roślin jakie odkryli 3 dni temu razem z Robertem Creenze'em.
Teraz była tylko i wyłącznie zmęczona... Patrzyła na ekran, ale jej oczy zdawały się nie czytać ani kartotek które powoli się zmieniały ani nie widzieć nawet cyferek wyliczeń.
Gorący żar z papierosa spadł na jedną z kartek obok jej drugiej ręki niemal ją parząc. Grace podskoczyła przestraszona z cichym jękiem zaskoczenia i szybko przygniotła tlący się żar.
- Cholera... - mruknęła do siebie patrząc czy na kartce nie wypaliło się nic ważnego. Całe szczęście nie. Spojrzała na trzymany papieros i zgasiła go w popielniczce stojącej obok.

Rozejrzała się cicho wokół i pokręciła głową.

- Cholera... jak w burdelu... - mruknęła znowu do siebie i wstała z krzesła przeciągając się. Chyba nadeszła pora żeby położyć się spać. Podeszła do łóżka i pośpiesznymi ruchami zaczęła segregować notatki. Po chwili jednak jej oczy przykuł margines jednej z kartek z obliczeniami, gdzie zanotowała coś pośpiesznie ołówkiem. Przyjrzała się temu z zaciekawieniem i zmarszczyła brwi. No tak!! Szukała tego przez kilka godzin wcześniej... Podeszła z kartką do biurka i ponownie usiadła na krześle... Odszukała właściwą kartkę i przepisała z marginesu interesującą ją informacje. I nagle wszystko ułożyło się w jedną całość!

Z orzeźwieniem i lekkim podnieceniem Grace złapała za paczkę papierosów, otworzyła, wyjęła zębami papierosa i chwilę później zapaliła, odrzucając paczkę na biurko. Spojrzała na ekran i wyłączyła wszystkie programy włączając inną aplikację.
Zapowiadała się jeszcze długa noc!

rodrygo:
Imię: Adam Kowalsky
Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 + cryo sleep
Stanowisko: Kierownik robót szybu B/III - RDA
Rasa: człowiek (rasa biała)


Wygląd: średniego wzrostu (175 cm), szczupły, Oczy szare, włosy krótkie kororu ciemnobrązowego. Jest dość przystojny, ale nie przywiązuje większej wagi do wyglądu, nie wyróżnia się ekstrawaganckim strojem czy zachowaniem. Jedynym znakiem szczególnym jest krwawa blizna na lewym ramieniu – rana odniesiona podczas zamieszek ulicznych.

Osobowość: W zasadzie pozytywnie nastawiony do innych, jednak przejścia życiowe nadają tej postaci wyraźny rys zgorzknienia i pesymizmu. Ostrożny w nawiązywaniu relacji międzyosobowych, introwertyk, woli słuchać niż mówić. Jest jednak wierny dokonanym wyborom, pomimo napotykanych trudności stara się utrzymywać dobre relacji z przyjaciółmi.
Mimo braku stopnia naukowego posiada dużą wiedzę techniczną, między innymi z zakresu fizyki nadprzewodników.

Historia: Urodzony w Europie Wschodniej w przeciętnej, niezamożnej rodzinie. Rodzice (ojciec – pilot maszyn górniczych, matka – niższy specjalista ds. redukcji skażeń) wcześnie zmarli na skutek chorób spowodowanych zatruciem środowiska. Dzięki wcześnie zauważonym zdolnościom w zakresie nauk ścisłych uzyskał stypendium w MIT  gdzie rozpoczął studia (stąd zamerykanizowane nazwisko). Jeszcze przed zakończeniem studiów dołączył do zespołu prof. Ramanuyana prowadzącego ważne badania własności unobtanium. Jednak to nie studia, ale działalność w spontanicznie formującym się ruchu protestu przeciw wojnom, nadużyciom koncernów i zanieczyszczeniu środowiska wpłynęła w sposób decydujący na jego dalsze życie. W czasie masowych protestów w roku 2142 został aresztowany i oskarżony o propagowanie „niebezpiecznych ideologii”. Mimo, że nie został formalnie skazany, usunięto go z uczelni co uniemożliwiło mu uzyskanie  dyplomu MSc.
Po ukończeniu szkoleń górniczych w kopaniach Księżyca, dzięki wpływom prof. Ramanuyana uzyskał możliwość podjęcia pracy na Pandorze. Po krótkim okresie adaptacyjnym został kierownikiem robót w jednej z kopalń wydobywających unobtanium.
Jego przełożonym jest Parker Selfridge. Kowalsky stara się utrzymywać poprawne stosunki z mieszkańcami Hell's Gate co nie zawsze jest możliwe. Chociaż większość czasu zajmują mu sprawy zawodowe, w wolnych chwilach poznaje język i kulturę Na’vi. Marzy o powrocie do pracy naukowej, stara się też nawiązać kontakty z naukowcami badającymi przyrodę Pandory.

Post próbny
Kierownik odcinka B/III Wybrał opcję send to: Management i wyłączył układ łączności lokalnej. Kowalsky zakończył pisanie dziennego raportu. Sytuacja w szybie B nie wyglądała najlepiej. Złoże okazało się uboższe i trudniej dostępne niż przewidywały to wstępne szacunki.
- Ktoś najwyraźniej wziął premię za sporządzenie optymistycznej prognozy wydobycia i wyniósł się z tego bagna… - pomyślał. Jeżeli mamy się dobrać do tych skarbów trzeba będzie sprowadzić ciężkie maszyny kroczące, a z tym może być problem. Poziom zużycia niektórych z nich zbliża się do krytycznego, wkrótce niezbędna będzie wymiana zabezpieczeń, chyba że szefostwo zlekceważy normy bezpieczeństwa.
- A tego bym nie polecał Mr Parker – powiedział sam do siebie. Po ostatniej aferze z wadliwymi egzopakami, które spowodowały zatrucie kilku robotników związek zawodowy zagroził strajkiem i tylko obietnica rygorystycznego przestrzegania norm umożliwiła załagodzenie sytuacji.  Kowalski pracował w Resources Development od niedawna, ale zdążył zapoznać się już ze skomplikowaną siecią intryg i zależności utrzymujących niezwykle chwiejną równowagę przedsiębiorstwa.
Pragnąc chwili oderwania od szarej rzeczywistości sięgnął po notatki dotyczące języka tutejszych mieszkańców. Ich język zarówno fascynował go jak i mocno onieśmielał – był tak bardzo różny od słów których nauczyli go przedwcześnie zmarli rodzice.
- Oel ngati kameie – przeczytał nie bez trudu słowa serdecznego pozdrowienia Na’vi.
Jaka ładna, melodyjna fraza – pomyślał. I dalej łamał sobie język nad zbitkami
- krr, plltxe, mllte – wydusił. No cóż, najwyraźniej tutejszy język przypomina naturę planety. Piękne ale na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo.
- Dobrze, że raportu kwartalnego nie muszę pisać w niNa’vi – pomyślał. Ale i bez tego konieczność sporządzenia tego sprawozdania nie pozwalała mu zasnąć. Jak pogodzić sprzeczne interesy pracowników i korporacji starając się jednocześnie ograniczyć ingerencję w tutejszy ekosystem, na co nalega dr Augustine? Kwadratura koła… co postanowić, jak działać dalej?
Przypomniał sobie fragment pieśni, którą podobno śpiewają tutejsi myśliwi wyruszając na łowy:

- Oeyä txe’lan livu ngay


Rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę - zawołał

ZATWIERDZONA

Navigation

[0] Message Index

[#] Next page

[*] Previous page

Go to full version