International / Multilingual > Role Playing

Sesja otwarta

<< < (2/3) > >>

Kxamìl:
Preston Marlowe
Uczył się właśnie grać "Nothing Else Matters" na swojej ukochanej gitarze akustycznej. Przechodził właśnie do solówki, gdy nagle z megafonu dobiegły go słowa.
- Preston Marlowe proszony do gabinetu Parkera Selfridge'a. Powtarzam, Preston Marlowe proszony do gabinetu Parkera Selfridge'a. -
Pech chciał, że gdy komunikat się skończył Marlowe źle złapał stronę E1 i mu ona pękła.
- O rzesz w mordę. Akurat teraz jestem mu potrzebny. - wstał odłożył gitarę na miejsce i wyszedł ze swojego pokoju.
Na miejscu zauważył, że Selfridge rozmawia o czymś z Quarichem. Zapukał i wszedł do środka.
- O Preston. Witaj i siadaj. - powiedział Parker.
- Co szef chce od mojej osoby - zapytał się Preston
- Po pierwsze. Umyjesz zaraz podłogę przy laboratorium Grace. Znowu zaczęła mi wywody robić, że nie utrzymuję porządku w Hells Gate, a po drugie. Wiesz coś może o tajemniczym mężczyźnie który ciągle prześladuje Quaricha ? - zapytał się Selfridge
- Niestety szefie ale nic mi o nim nie wiadomo. -
- Nie gadaj głupot ! Wiem, że coś ukrywasz ! Jak zaraz tego nie powiesz to moi chłopcy porozmawiają sobie z tobą ! - wrzeszczał Quarich.
- Przykro mi ale jestem tylko zwykłym woźnym. Ludzie nie rozmawiają ze mną za często. Jednak jak się czegoś dowiem to powiadomię Was osobiście - odpowiedział Preston.
- Mi to wystarczy, a tobie Quarich ? - zapytał się Parker.
- Niech będzie. Tylko czy wart jest tego ? -
- Owszem jest. Można mu ufać i dotrzymuje obietnicy. -
- A więc dobrze. -
- Marlowe, jesteś już wolny - odpowiedział Selfridge
Preston wstał i pożegnał się z nimi. Gdy tylko zniknął im z oczu, pomyślał.
- ...., zaczęli coś węszyć. Na jakiś czas będzie trzeba zostawić Quaricha w spokoju. -
W czasie kończenia mycia podłogi zajrzał do laboratorium Grace. To co zobaczył w środku zdziwiło go trochę.
- Ooo. Widzę, że ktoś w końcu przekonał Kendre. -
Gdy skończył myć podłogę. Porozstawiał znaki ostrzegawcze i wszedł do laboratorium.
- Witaj Brown. Zostanę tu chwilę bo podłoga musi wyschnąć. -
- Witaj Preston. Dobrze. Nie krępuj się, usiądź gdzie chcesz. -
Preston słysząc to, usiadł obok Browna. I tak zaczęli ze sobą rozmawiać, a przerwali dopiero gdy Grace z Kendrą wrócili.


Pxen'tìl
Dzień zapowiadał się wspaniale. Gdy tylko wstał, od razu poszedł obudzić Ney'tiri oraz Silwanin. Jednak gdy przyszedł to ich nie było. Zmartwiony tym, że przespał śniadanie poszedł coś upolować. Gdy wziął łuk ze strzałami oraz nóż, usłyszał głos Ney'tiri. I w tedy zobaczył jak na dole zbiera się mała grupka dzieciaków. Więc zbiegł i podbiegł do niej. W oddali zobaczył Tsutey'a, Ney'tiri oraz Silwanin. Brakowało mu jedynie do pełnego towarzystwa Txepniäyu.
< Cześć wszystkim. Czemu dzieciaki się tutaj zebrały ? > spytał się Pxen'tìl
< Bo wyruszamy zaraz do szkółki Grace Agustine. Jeśli chcesz możesz iść z nami. > Odpowiedział Tsu'tey
< Wiecie może gdzie się Txepniäyu podział ? >
< Niestety nie. Pxen'tìl po co ci właściwie łuk ? > zapytała się Silwanin
< Chciałem pójść coś upolować bo głodny jestem, a sugerując po wysokości słońca to śniadanie dawno już było. Jednak pójdę z Wami. Przynajmniej odwiedzę Grace i jej zespół. >
Pobiegł więc odłożyć cały swój ekwipunek na miejsce. Jak wrócił do przyjaciół to wszyscy byli czymś zmartwieni.
< Hej. Co wam się stało ? >

Kredke:
Kredke zapukał do gabinetu Parkera Selfridge'a. Trzymał w rękach sporej wielkości stertę dokumentów.
- Wejdź - odpowiedział głos z wnętrza gabinetu.
- Mam obiecane wyniki wstępnych badań z południa, wszystko jest w... - zaczął Ziemowit
- Przeczytanie tego potrwa lata a Ziemia chce pierwszych wyników natychmiast niemalże - przerwał Parker
- ...tych papierach, łącznie z streszczeniem - ciągnął Kredke - krótko mówiąc pustka.
- I opisanie tej pustki zajeło aż tyle? - Zdziwienie Parkera było aż nadto widoczne - to ile mi przyniesiesz jak coś znajdziesz?
- Mi też się nie podoba ilość papieru do wypełnienia, ale to nie jest w mojej gestii, formę prezentowania wyników narzuca mi RDA - Kredke wysilił się na wyjątkowo długa ja na niego wypowiedź - dodatkowo są tu też moje podania o przyznanie dostępu do zdjęć z satelity, oraz śmigłowca.
- To wszystko? Jeśli tak to możesz odejść. Podania rozpatrzę po przeczytaniu aktualnych wyników.
- To wszystko
Pożegnał się, wstał i wyszedł z gabinetu. Idąc korytarzami wyjął dość duży kieł znaleziony wcześniej na południu.
- Muszę się dowiedzieć do kogo należał - pomyślał skręcając w kierunku laboratorium.




Thorinbur:
Tsu'tey
Kehe, Pxen'tìl, ayoe ke lu keftxo. Nga lu tìkxey.
Oznajmił Pxen'tìlowi.
Ayoe nì'aw lu nari sawni.
Po czym obrócił się do dzieci.
Ma eveng! Awnga kivä!
Kiwnął na dorosych eskortujących i ruszył spokojnym krokiem przez las...

Grace Augustine
Gdy Kendra zdenerwowana wskoczyła do śmigłowca Grace wiedziała że prze jej nerwach i charakterze ograniczenie jej do noża było dobrym pomysłem, choć trochę żałowała że tak ją zdenerwowała. Miała jednak pewność że o ile Kendra jest impulsywna tak na pewno nie jest głupia. Mimo to nigdy nie przepadała za żołnierzykami z eskorty. Lecz to rozkazy z góry. Dała znać pilotowi że może startować, ponieważ ten zignorował rozkaz Kendry. Doktor Augustin nic nie powiedziała tylko przypieła pas i zaczeła wyglądac przez otwarty bok helikoptera na pojawiającą się panoramę pandory. 

Terìran Tawka:
Täpkxew

Czekając wśród małych dzieci na wyruszenie do szkoły, Täpkxew czuł się trochę nieswojo. Starsi niż on mogli uczyć się u ludzi nieba już od jakiegoś czasu. On jak zawsze był zbyt młody. Popatrzył się na Tsu'teya. Zawsze go podziwiał, ale i się go bał. Był zimny i nieustępliwy. Prawdziwy przywódca. Wiedział też że przez sam fakt znajdowania się w grupie dzieci będzie w jego oczach dzieckiem, nie myśliwym. Westchnął. Od początku zdawał sobie sprawę że pójście do szkoły nie przybliży go do stania się prawdziwym myśliwym, ale nie mógłby siedzieć w kelutral wiedząc że mógł być u ludzi nieba. Chciał chociaż wziąć łuk, ale rodzice mu nie pozwolili. Dobrze że ma chociaż nóż. Będzie wyglądał na kogoś pomiędzy... kim w sumie był. Ehh, oby ludzie nieba byli tego warci.

Do grupy podszedł Pxen'tìl. Z łukiem, jakże by inaczej. Ha, Silwanin kazała mu go odłożyć! Może nie będzie tak źle, w końcu już nie jest najstarszy nie-z-ochrony... Täpkxew znów zerknął na Tsu'teya. Oczywiście nic. Równie dobrze mógłby iść na krwawą wojnę lub na ryby. Hmm, olo'eyktan chyba nie chodzi na ryby. Uciekł oczami gdy Tsu'tey przeleciał wzrokiem po grupce. Pxasìk! Kiedy w końcu ruszą! Po chwili wrócił Pxen'tìl. Bez łuku. Zapytał się co się stało i dla czego wszyscy są poważni. Ha! Przecież idziemy do krwiożerczych ludzi nieba, nawet ja to wiem! O, no właśnie, Tsu'tey powiedział to samo. Tylko innymi słowami, ale na to wychodzi.

Ma eveng! Awnga kivä! - Tsu'tey w końcu rzucił rozkaz do wyjścia. Täpkxew uśmiechnął się szeroko, ale zaraz przypomniał sobie o Tsu'teyu... Zaryzykował szybki rzut okiem. Chyba nie widział. Zadowolony z siebie, Täpkxew ruszył przed siebie.

Eltusiyu:
NEYTIRI
Netiri patrzyła jak grupka zebranych Na’vi zaczyna się przemieszczać.
Miała co do tego mieszane uczucia ale zapał ze strony dzieci ją uspokoił. Wiedziała, że Ludzie Nieba nie zrobią nic głupiego, gdyż oznaczałoby to wojnę.

Była zestresowana jak większość tu obecnych, więc dała znać Tsu’teyowi i Sylwanin, że będzie się trzymać na końcu grupy. Zgodzili się bez zastanowienia. W końcu ktoś musiał pilnować tyłów.

Idąc przez las, przeszli spory kawałek. Spojrzała na niebo. Pozycja słońca, które było ledwo widać przez wszechobecną roślinność,i wywnioskowała, że zbliża się południe.

Po chwili zobaczyła, że grupka stoi. Zaniepokojona podeszła naprzód, żeby sprawdzić co się stało.
Gdy była już na początku grupy zobaczyła w oddali chatkę a obok niej Grace.

<Fìkelkutsyìpìri ftiatsenge lu.> pomyślała.
Podeszła do Tsu'teya i zawołała <Ma Tsu'tey, kempe si awnga?>

Navigation

[0] Message Index

[#] Next page

[*] Previous page

Go to full version