International / Multilingual > Role Playing

Sesja otwarta

(1/3) > >>

Thorinbur:
Czekając i ustalając wszystkie szczegóły daleko nie zajdziemy tak więc myślę, że warto by już zacząć, a kto chce jeszcze dołączyć proszę bardzo. Zacznę dzień po stronie Na'vi Jak ktoś ma jakieś pytania czy komentarze, PM, Skype, gg, mail cokolwiek.

Wioska Na'vi - Dzień 0 poranek
   Nad Pandorą wstawał nowy dzień. Niby taki jak zwykle, ale od przyjazdu ludzi nieba żaden dzień nie był taki jak zwykle. Najbardziej dotknięty pojawieniem się ludzi został klan Omatikaya. Mając siedzibę najbliżej miejsca lądowania i bazy Hell's Gate to własnie oni nawiązali kontakt z ludźmi nieba. W chwili obecnej stosunki między obiema rasami są dość spokojne. Oczywiście spotkaniom towarzyszy nieufność i łatwo może dojść do nieprzyjemnego incydentu, ale jak na razie panuje pokój.
   Powstała nawet dość niedawno szkółka, w której Na'vi uczą się angielskiego. Jej założycielką jest Grace Augustine. Jedna z wielu naukowców pracujących w bazie, lecz jedna z niewielu która losy Na'vi przedkłada nawet nad losy rasy ludzkiej. Proponuje ona by zabrać do szkoły dzieci, które dużo szybciej uczyły by się języka, lecz póki co brak zaufania powstrzymywał Na'vi od zabrania dzieci do szkoły. Dziś miała się odbyć pierwsza lekcja z udziałem dzieci. Oznaczało to większe niż zwykle napięcie po stronie Na'vi. Część wojowników z klanu została oddelegowana do ochrony młodego pokolenia. Dowodzić nimi miał Tsu'Tey. Grupka dzieci była przygotowywana właśnie do wymarszu przez Tsu'Teya który przekazywał polecenia pozostałym wojownikom, oraz instruował dzici jak maają się zachować w razie niebezpieczeństwa. W tym czasie do Neytiri podeszła jej siostra, Silwanin.
<Ma tsmuke, nga kìyä ayoehu?>
  
Baza Hell's Gate - Dzień 0 poranek
   Grace Augustine siedziała jak zwykle poddenerwowana z papierosem w ręku w pokoju połączeń. Nikt nie był dość kompetentny by polecieć z nią do wioski Na'vi. Wiedziała że na Pandorę lecą specjalnie przeszkoleni ludzie, nowy rzut, problem w tym że jeszcze kilka lat będą w drodze. I pomimo tego że wolała by sama lecieć, zawsze kogoś jej przedzielili. A to oznaczało że zawsze musiała pilnować jakiego, (lub jakąś) idiotę ze spluwą. Według niej wprowadzało to tylko nerwowy nastrój i miała rację, ale nic nie dało się na to poradzić... Rozkazy z góry. Dzisiaj miała lecieć razem z Kendrą, co jeszcze bardziej ją denerwowało, gdyż była to jedna z tych osób dla której zmarnowano miliony dolarów na wyhodowanie Avatara, a którą trzeba zmuszać do zalogowania się. Według Grace marnowała ona tylko dobrą kapsułę. Ale ponownie to nie ona dobierała sobie ochronę, ochronę której nie potrzebowała. W każdym razie czekała teraz na Kendrę,a Grace nie lubi czekać, podobnie jak Na'vi, chociaż sama się o to prosiła przychodząc 10 minut wcześniej niż planowany moment spotkania. Teraz nie pozostawało jej nic innego jak czekać, non stop spoglądając na komunikator. W końcu nie wytrzymała, z listy kontaktów wybrała nazwisko Kendry i wcisnęła połącz, gdy tylko zniknął sygnał łączenia zapytała.
-Mam nadzieję, że pamiętasz o swoim dzisiejszym przydziale!



//Postacie których nie wplątałem w akcje mają wolną rękę.

Tireaniawtu:
Kedra Keller

     Kendra została obudzona dziś wcześnie rano. Co jak co ale ona jest osobą, która lubi się wyspać, więc nie była zbyt wesoła tego ranka. To miało się wkrótce zmienić. Ubrała się i już miała wychodzić, gdy coś wypadło jej z kieszeni. Była to niewielka zwinięta karteczka, na której były napisane słowa: Staw się natychmiast do laboratorium nr 003. - Znów te mózgi - pomyślała. Nieśpiesznym krokiem weszła do laboratorium.
-Jezu ona tu idzie. Dawać to, bo zaraz zginiemy. - krzyknął jeden z naukowców. Drzwi do pokoju rozsunęły się i grupka badaczy usłyszała:
-Jajogłowi oby to było warte mojego ruszenia się tutaj, bo jak nie to skopie wam tyłki i wracam spać. Gromadka odsunęła się od stołu, na którym leżała duża waliza z logiem Barrett Firearms. Kendra odruchowo podeszła do niej i otworzyła ją. To co zobaczyła przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
-Skrócona lufa - zaczął mówić jeden z uczonych -Powiększony magazynek do 15 pocisków, Luneta z powiększeniem 8 - 64 razy, wzmocniony system redukcji odrzutu, lufa laserowo gwintowana, naboje przeciwpancerne ze zubożonym uranem, skuteczny zasięg nawet do 4km przy celności 99,99%.
-Jak wy to zrobiliście? Przecież to jest najlepszy karabin wyborowy jaki kiedykolwiek powstał we wszechświecie.
-Wiemy. Są tylko dwa ale... Dasz rade z niego korzystać tylko w ciele avatara. - W ciągu sekundy jej ekscytacja przerodziła się w zażenowanie.
-Niech was diabli wy jajogłowi... Dobra będę łazić w tym czymś. A drugie ale? - zapytała.
-To dzisiejszy rozkaz - Podał jej kartkę. Chwilę później cisnęła jakimś przedmiotem w szybę.
-Mówiłem, żeby montować tu kuloodporne szyby...? - szepnął jeden do drugiego. Kendra nic nie mówiąc zamknęła walizkę, wzięła ją i wyszła. Drzwi windy otworzyły się. Akurat dostała jakieś połączenie, więc odebrała.
-Mam nadzieję, że pamiętasz o swoim dzisiejszym przydziale! - rozłączyła się.
-Tak pamiętam.  - Usłyszała Grace zza pleców.
-Mam dla ciebie dobrą wiadomość - kontynuowała - Dziś pośpię razem z tobą. Powiedzmy, ze mieli argumenty - i pokazała na walizę.

Thorinbur:
Grace Augustine
Grace była zaskoczona nagłym pojawieniem się Kendry za jej plecami, gdyż zazwyczaj ta nie stawiała się chętnie na kolejne logowania. Tym większe było jej zaskoczenie, gdyż dziś nie miało być tylko rutynowe połączenie, a eskorta do szkółki. Gdy tylko jednak się odwróciła wiedziała co spowodowało tak szybkie stawienie się na stanowisku i chęć połączenia. Czytelne logo Berrett Firearms od razu zdradzało zawartość niepokojąco dużej walizki którą Kendra wniosła ze sobą do labolatorium.
-Wiesz, że o ile dałaś radę podnieść walizkę z tą bronią to odrzut jaki generuje i rozmiar elementów nie pozwoli Ci z niej korzystać poza Avatarem. Co ja mówię, pewnie że wiesz.. Inaczej siedziała byś już na strzelnicy. - Grace zmusiła się do uśmiechu, po czym jej mina szybko wróciła do typowego poddenerwowania. - A teraz poważnie, oddaj walizkę doktorowi Brownowi, on ją przygotuje dla ciebie po połączeniu i włąź do kapsuły, nie mamy dużo czasu. Lecisz ze mną dziś do szkółki, więc nie chce żadnych numerów. Żadnego testowania broni, pobawisz się nią po powrocie, na poligonie, a nie w lesie wśród Na'vi. I pamiętaj że jak jesteś w ciele Avatara to ja wydaję rozkazy. No już! -Stwierdziła chłodno po czym sama podeszła do kapsuły i zaczęła wstępną konfiguracje połączenia.

Eltusiyu:
Neytiri
nìPolskxì
Czyjś głos wyrwał Neytiri z zamyślenia. Po chwili zrozumiała, że woła ją siostra.
<-Srane. Awnga Kä 'awsiteng ma tsmuke.>
Zapowiadał się emocjonujący dzień. Rozpoczęcie nauki przez młode pokolenie w Szkole Ludzi Nieba.
Wiedziała, że ten dzień będzie ważnym jeśli chodzi o relację Na’vi z Ludźmi Nieba.
Była zaniepokojona ale nie dała się ponieść emocją.
Ney obserswowała jak Tsu’tey zbiera podniecone dzieciaki, które biegały wszędzie.
Były bardzo zainteresowane pierwszym dniem w szkole.
Pozbierała swoje myśli oraz ruszyła  w kierunku siostry i pozostałych.

nìNa'vi
Tuteoyä Mokril Neytirit za’olärìp ta poeyä fpìlfya. Ney tìng mikyun tsa'uru a peyä tsmuke polltxe Neytiriyä tstxo.
<-Srane. Awnga Kä 'awsiteng ma tsmuke.>
Fìtrr larmam livu txantsana trr. ’ewan pongu sngä’i nivume mì Sawtuteyä Ftiatsenge.
Pol omerum  futa fìtrr tsun Tsaheyl sivi Na’viru hu Sawtute.
Po lolu keftxo slä ngeyä tì’efu ke fyawìntxu poru.
Neytiril tìng nari Tsu'teyur a starserìm evit pesu terul fratsengeru.
Ayfo lu  txana eltur tìtxen si 'awvea trrur mì ftiatsenge.
Pol starsolìm ngeyä sì’efut ulte kervä ne ngeyä tsmuke hu lapo.


Tireaniawtu:
Kendra Keller

     -Ma rację - pomyślała. Niestety nic nie mogła zrobić. Niechętnie oddała walizkę i powiedziała:
-Jeśli będzie choć jedna rysa... To ja zarysuję ciebie. - Na wszelki wypadek doktor delikatnie położył pojemnik na ziemi. Kendra podeszła do stanowiska położyła się i zasnęła. Następne co zobaczyła to drewniany dach i słońce świecące jej prosto w oczy.
-Jezu... Dajcie mi moje okulary. - Chwilę później ktoś jej je podał. Był to stary dobry wzór aviator.
-Od razu lepiej. - Włożyła oporządzenie, zjadła coś i poszła prosto do okienka gdzie wydawano broń.
-Przydział dla zadania nr 2396/44
-Już sprawdzam - Odpowiedział żołnierz. Wpisał coś w komputer i poszedł po broń. Kendra odwróciła się i zobaczyła, że z okna obserwuje ją Quartich. Kiwnęła głową na przywitanie, a on odpowiedział. Po chwili żołnierz wrócił i położył na blacie tylko jej nóż.
-Czy to jakiś żart!? - zapytała.
-Sprawdziłem dwa razy i taki jest przydział. - Kendra znów odwróciła się w stronę Quarticha i rozłożyła ręce na znak w stylu "niby co to ma być". Pułkownik wskazał na lądowisko, gdzie stał Samson, a w nim siedziała Grace i rozmawiała z pilotem. Kendra schowała nóż i poszła do statku. Gdy tylko wsiadła od razu krzyknęła do pilota:
-Stratuj już!

Navigation

[0] Message Index

[#] Next page

Go to full version